|
"Cześć Tomek, yyy….nie wiem, jak to będzie….. bo nie mam transportu do Piotrkowa…"
Chwila na zastanowienie… Jakby tu dojechać… Busem do Łodzi na Fabryczny i z Maćkiem autobusem do Piotrkowa. Wykonałem telefon i namówiłem Maćka. Bardzo skrupulatnie zaplanowałem drogę, czasy odjazdów i przyjazdów - podobnie jakbym planował lot. Nazajutrz, pełen nadziei spakowałem się i udałem na przystanek. Po 20 minutach drogi dotarłem w okolice dworca Fabrycznego,
pokręciłem się po kilku ulicach.
Trochę zajęło mi znalezienie autobusu i o to ukazał się moim oczom Maciek. Po przywitaniu wsiedliśmy do autobusu i zaczęliśmy
gawędzić o Xline i o realnym lotnictwie. Nie dało się uniknąć dziwnych spojrzeń i uśmiechów ze strony biernych słuchaczy.
Po godzinie drogi zawinęliśmy do Piotrkowa Trybunalskiego. Wysiedliśmy i przywitaliśmy się z Adrianem, który czekał na
nas z niecierpliwością. Poszliśmy do jego domu, po drodze wstępując do sklepu. Posiedzieliśmy, pograliśmy trochę na gitarze
nasłuchując częstotliwość 122,4. Nadszedł czas spotkania z Tomkiem, więc poszliśmy na lotnisko. W stanie gotowości porobiliśmy
trochę zdjęć. Trochę się naczekaliśmy aż się zgłosi. Po lądowaniu podkołował, przywitał się i zatankował maszynę. Pogadaliśmy
chwilę i trzeba było ruszać w drogę, żeby wylądować przed zachodem. Załadowałem się na pokład. Podkołowaliśmy na pas.
Przepustnica 1..2..3.. pełna moc… oderwaliśmy się. Wznosimy. Pełen obaw starałem się zachować spokój,
ale jakoś lecimy i nie jest tak źle jak się wydawało być. Po drodze dostałem wykład od Tomka i zostałem wstępnie sprawdzony.
Oczywiście, jako zapalony miłośnik awiacji nie mogłem odpuścić okazji do popilotowania. Samodzielnie sprawdziłem zachowanie
samolotu na wychylenie sterów. Moim zadaniem było utrzymać samolot tak, aby leciał na punkty nawigacyjne. Musiałem to robić
obserwując maskę, a nie przyrządy. Później zająłem się nawigacją. Bezbłędnie określałem punkty na mapie, które Tomek wskazał
w przestrzeni i na odwrót. Robiło się późno, a my już dolatywaliśmy do Rzeszowa. Doświadczyłem w międzyczasie przeciążeń i lewitacji.
Na pierwszy lot trasowy było to sporym przeżyciem, jednak kolejnego dnia nabierałem coraz większej ochoty, aby to powtórzyć.
Podchodzimy na pas 27 w EPRZ. Lądowanie było perfekcyjne. Zatankowaliśmy maszynę i podkołowaliśmy pod hangar gdzie poznałem Kubę.
Po zabezpieczeniu samolotu poszliśmy do budynku obok gdzie mieściła się siedziba FTO FLY Polska. W pokoju operacyjnym poznałem
Piotrka i Michała. Zostawiliśmy swoje rzeczy i poszliśmy do pobliskiego sklepu po kolację. Wróciliśmy z powrotem do pokoju
operacyjnego, który mi się bardzo spodobał. Zjedliśmy, pośmialiśmy się trochę w trakcie bez problemu rozpoznając po silniku
lądującego Airbusa. Było już późno, więc poszliśmy do domu przenocować. Zanim poszliśmy spać trochę jeszcze pogadaliśmy i
pooglądaliśmy filmików o Glass Cockpitach i użytkowaniu Boeinga 737. Poszliśmy w końcu spać.
Kolejnego dnia mieliśmy wracać, ale niestety okazało się, że nie mamy samolotu - byliśmy uziemieni. Postanowiłem zostać jeszcze jeden dzień dłużej. Owa sytuacja była bardzo korzystna dla mnie, dlatego, że nauczyłem się planować lot VFR, prawidłowo wypełniać Nawigacyjny Plan Lotu, a także nauczyłem się korzystać z kalkulatora lotniczego. Około południa zrobiliśmy sobie z Tomkiem przerwę na lunch, a po lunchu wziąłem się za odkurzanie "naszego biura". Po odkurzaniu zrobiliśmy porządek na biurku. Nareszcie! W takich warunkach można było pracować do późnego wieczora przy wtórowaniu Rzeszów Wieży z ICOMu. Po południu pojechaliśmy do centrum na obiad, po którym z resztą najlepiej się nie czułem. Po powrocie z pomocą przyszła mięta z pobliskiego sklepu. Kiedy trzeba było wracać, żeby rano wstać, nie za bardzo miałem na to ochotę. Tak mi się spodobało, że mógłbym tam nocować.
Ostatniego dnia pobytu w Jasionce od rana czekaliśmy, aż samoloty zostaną naprawione. Siedzieliśmy i czekaliśmy. Pojawił się Kamil, z którym jak się później okazało miałem przyjemność lecieć. Nadszedł czas wylotu. Niestety dostępny był tylko jeden samolot, więc miałem wybór: lecieć z nowopoznanym człowiekiem czy jechać pociągiem? Oczywiście, że wybrałem samolot. Pożegnałem się z Tomkiem i ruszyliśmy z Kamilem (po drobnych komplikacjach związanych z planem lotu) w drogę. Lot pod chmurkami przebiegał nawet spokojnie i mniej więcej o czasie wylądowaliśmy w Piotrkowie. Pożegnałem się z Kamilem i podziękowałem. Po powrocie do domu, pozostały wspomnienia i łyżeczka za 1,50zł z pobliskiego sklepu w Jasionce, a także brak ręcznika, który tam przypadkowo został. To znak, że tam wrócę jeszcze! Dziękuję wam koledzy Maćku i Adrianie za przybycie na mini-zlot, Tobie Kamilu za bezpieczne dostarczenie mnie do domu, a przede wszystkim dziękuję inicjatorowi tego spotkania i mojemu osobistemu nauczycielowi w trakcie pobytu w Jasionce - Tomkowi ! Piotr Dębski
|
|